Po wspaniałym The Walking Deas Season One studio Telltale zyskało światową sławę. Do fali popularności doszedł jeszcze sukces The Wolf Among Us sprawiając, iż na kolejne tytuły aż wyczekiwało się z wielkim zniecierpliwieniem.
Jednak w tym wszystkim coś poszło nie tak i z wielkiego studia, zamiast arcydzieł, zaczęły wychodzić robione na szybko tytuły przyczyniające się do nieuchronnego upadku. Obecnie Telltale jest małym pośmiewiskiem, po nieudanym Tales From Borderlands (gdzie gry jest niewiele) oraz kolejnym nieudanym Games Of Throne (osobiście uważam, że z ♥♥♥♥♥♥ bata się nie uwije) i na koniec po rozpoczęciu prac nad Minecraft’em (na który osobiście czekam). Jednak to wszystko miało swój początek i jest on właśnie tu: przy robionym na szybko The Walking Dead Season Two.
Sam wstęp zawiera już spojlery dotyczące końca sezonu pierwszego, więc jeśli nie ukończyliście jeszcze poprzedniej części odradzam czytanie.
Historię rozpoczynamy jako Clementine, która tak jak Lee w pierwszym sezonie, jest jedyną grywalną postacią. Po dołączeniu do Omida i Christy, z którymi rozdzieliliśmy się w Savannie, udajemy się w drogę do Wellington na północy kraju, które według plotek jest ziemią obiecaną ocalałych, gdyż zimno zamraża chodzących zmarłych.
Jak można było się spodziewać nie wszystko idzie po naszej myśli i plany muszą ulec zmianie. Tym razem jednak nie jesteśmy już tak młodzi i bezbronni, gdyż główna bohaterka ma jedenaście lat i potrafi o wiele lepiej zadbać o swoje bezpieczeństwo.
Sama rozgrywka w sobie jest bardzo podobna do tej znanej nam z poprzedniego sezonu. Jest jednak parę nowości, które zdecydowanie wprowadzają więcej dynamiki. Największą zmianą, niestety, nie na lepsze, jest przekształcenie interfejsu. Możliwe odpowiedzi nie wyświetlają się już w słupku, a w oddzielnych rameczkach, na które trzeba najechać kursorem. Nie działa już wybieranie za pomocą klawiszy. Jako, iż upływ czasu przy odpowiedzi jest odczuwalny tak po a: problemy przy czytaniu, b: problemy przy wybieraniu, zdecydowanie wpływają na przyjemność rozgrywki. Dostajemy co prawda aktywną pauzę, która zatrzymuje wszystko i nie zasłania przy tym odpowiedzi, jednak przekłada się to na znaczący spadek dynamiki.
Kolejnym, nowym elementem jest system uników. Na szczęście tym razem jest to pozytywna zmiana, gdyż musimy za pomocą strzałek w odpowiednim czasie uciekać naszą postacią, sprawiając, że napięcie tylko wzrasta. Jednak te mechanizmy znamy dobrze już z The Wolf Among Us. I tak jak w przypadku tego tytułu jesteśmy niestety zmuszani do korzystania z pada, gdyż inny system gry rzutuje na spadek przyjemności.
Ze zmian, których nie widzieliśmy w poprzednim tytule jest częste pójście na łatwiznę i zabranie możliwości wyboru. W poprzednim epizodzie zazwyczaj były cztery opcje: biała, czarna, szara i milczenie. Tutaj często z pozoru także są cztery możliwości. Jednak wszystkie są jednego koloru. Dodatkowo często zdarza się sytuacja, w której nie mogę powiedzieć, bądź zrobić tego co bym chciał. W poprzedniej odsłonie było to niedopuszczalne. Tutaj jest to częste. Nie wiem czy jest to spowodowane brakiem pomysłu, chęci, czy czasu… Jednak skutecznie psuje zabawę.
Złych wieści niestety jeszcze nie koniec. Dubbing Clementine został wykonany na poziomie chłopca do czyszczenia butów. Słuchając głównej bohaterki ma się czasami wrażenie, iż mówi syntezator a nie prawdziwa osoba. Zdania często nie są wypowiadane z emocjami, jakie widać na twarzy bohaterki, lub zupełnie nie pasującymi do sytuacji. Często bohaterka wymawia pierwsze zdanie z wielką radością, żeby następnie dobrą nowinę przekazać grobowym tonem. Przez pięć epizodów nie mogłem przyzwyczaić się do takiej wersji Clementine.
Do głosów innych osób nie mam zarzutów – wszystkie postaci brzmią wiarygodnie. Jednak warto tu napomnieć więcej o tym, iż pomimo dodanej możliwości biegania, nie wykorzystujemy jej często, gdyż… Jest to bardziej film niż gra. Praktycznie brak możliwości wyboru (ta jednokolorowa sztuczność, by wszystko szło tak jak chcą autorzy) w ciągłych „filmikach”, składają się na praktycznie brak możliwości swobodnego chodzenia. Jakby tego było mało, to gdy już możemy się poruszać sami, z nikim nie chcemy rozmawiać, gdyż bohaterowie, którzy nas przed momentem wystawili, oczekują nagle naszego zaufania.
Nie z samych minusów gra się składa. Jest to dalej potężna dawka mocnej fabuły, z rozmaitymi (pomimo mniejszych możliwości wyboru) twistami fabularnymi. Niejednokrotnie siedziałem z otwartą paszczą nie mogąc uwierzyć w to co się stało i jak się to stało. Historia dalej rozwija się powoli i stanowi pyszny kąsek dla spragnionych dobrej fabuły.
Warto w tym miejscu wspomnieć o DLC do pierwszego sezonu: 400 Days, gdyż rzeczywiście spotykamy osoby, które mieliśmy okazje poznać właśnie w tym dodatku. Jednak pomimo tego, iż twórcy mówili, że ten dodatek będzie wpływał na epizod drugi, tak nie jest. Zmiany są jedynie kosmetyczne, a niektórych bohaterów widzimy tylko raz.
Czy polecam? Oczywiście! Mimo wielu wad, oraz wielkiego rozczarowania na sam koniec, jest to dalej wielki, wspaniały tytuł, który składa się na coraz większą chęć poznania zakończenia historii Clementine. Jednak jest to bardziej film niż gra, gdyż ostatecznie pomimo „różnych” odpowiedzi finał często jest ten sam. Można więc spokojnie tę część „przejść” na YouTubie, albo ewentualnie kupić na jakiejś promocji, gdyż obecna cena jest zdecydowanie zbyt wysoka jak na otrzymaną jakość techniczną (dubbing, wybory). Zachęcam więc do zapoznania się z tą częścią, a jeśli nie graliście w poprzednią, to także z nią. Ja tymczasem wyczekuję epizodu trzeciego.
POLECAM