Tom Clancy’s Rainbow Six: Extraction

Gdy okazało się, że Rainbow Six Siege będzie strzelanką jedynie sieciową – byłem bardzo niepocieszony. Bardzo lubię taktyczne podejście w strzelankach więc, tak naprawdę, jedyna gra tego typu przeszła mi koło nosa… 

I teraz. Wiele lat później… W GamePassie… W dniu premiery… Otrzymuję nastawioną na solo/kooperację wersję Rainbow Six Siege – czyli Extraction. I ta po prostu ścina mnie z nóg… 

I to w sumie tak dosłownie. Poziom trudności jest bowiem strasznie wyśrubowany. Nawet nie zauważyłem kiedy, a już jeden z moich operatorów był uwięziony a ja musiałem zaczynać misję jeszcze raz. I podejście numer 2 skończyło się identycznie. 

Pomimo tego, iż walczymy z wirusem, który żyje, to słowo taktyczny jest w tym wszystkim jak najbardziej na miejscu. Jeżeli bowiem nie będziemy wybiegali myślami do przodu – nie będziemy przewidywać ruchów przeciwnika czy odpowiednio zabezpieczali pomieszczenia… To umrzemy bardzo szybko… 

No ale ok… Nie musimy grać sami – można przecież zebrać zespół! No i zazwyczaj zupełnie nic to nie daje… Ba! Często nawet pogarsza sprawę! Gdy gramy w więcej osób (max 3), poziom trudności automatycznie się zwiększa. Czy to samych zadań czy np. Odczuwamy mniejszą ilość zdrowia na samym początku… Jeżeli więc wskakujemy z biegu do czyjejś gry… To jest bardzo duża szansa na to, że po prostu zginiemy… 

Za to, jeżeli mamy zaufaną ekipę, to Extraction jest jedną z najlepszych gier świata! Osobiście, z kumplami bawiliśmy (i bawimy) się przy tej odsłonie Rainbow Six przednio. Uzupełniamy się, a kluczem do wygranej jest komunikacja. Zanim na ślepo ruszymy przed siebie, ustalamy kto co będzie robił… Kto pierwszy wejdzie do pomieszczenia… Bądź kto osłania lewą a kto prawą stronę. Wzajemnie oznaczamy sobie przeciwników i dzielimy się eliminacją ich. I właśnie tutaj eksponuje się piękno i siła tego tytułu! 

Co więcej! Odpowiednia komunikacja jest kluczowa także przed rozpoczęciem zadania! Mamy bowiem do wyboru grupkę operatorów – każdy z innymi właściwościami i umiejętnościami. Sztuka polega na tym, by odpowiednio się dogadać i dobrać operatorów tak, by uzupełniać się już podczas wykonywania misji. I to naprawdę działa! Dobrze dobrany i zgrany team naprawdę jest w stanie zdziałać cuda. 

Skoro już przy cudach jesteśmy – możecie mi wierzyć lub nie… Ale nie natrafiłem na żadne bugi. Fakt – raz mieliśmy problem z podłączeniem się do serwerów Ubisoftu – jednak to niekoniecznie był problem gry samej w sobie. Podczas rozgrywki nie zdarzyła mi się ani jedna sytuacja, w której coś by lewitowało, przeszło przez ścianę czy gdzieś się zmaterializowało. Do pulpitu także mnie nie wywaliło. Jak na grę Ubisoftu – coś pięknego. 

Nawet fabuła nie była rozciągnięta, tak jak to Ubiki lubią robić. Jasne – aby odblokować 100% gry trzeba sporo pracy i grindowania… Jednak… Nie musisz tego robić jeżeli chcesz poznać samą historię… Która niestety jest raczej słaba… Wręcz: pretekstowa. Bo coś tam się dziać w tle przecież musi… 

Ogólnie – poziom produkcji oraz fakt pojawienia się w GamePassie sprawia, że jest to najmniej Ubisoftowa gra od lat… I zarazem najlepsza! I trzymam kciuki, za to by następne gry Ubików również trzymały taki poziom. 

POLECAM 

Rating: 9.0/10. From 1 vote.
Please wait...