Gdy w odległej przyszłości, nagle pojawia się zaginiona forteca Valfaris, Therion wyrusza na nią w jednym celu. By dokonać zemsty na swym ojcu, który odpowiada za wszystkie okropności, jakie kiedykolwiek spotkały naszego protagonistę.
Zemsta zaiste będzie krwawa i brutalna. Ekran zasłoni czerwień a z głośników wyleją się krzyki niemilców. Oraz Heavy metal. Bardzo dużo heavy metalu…
I skoro już przy tym temacie jestem, muszę powiedzieć, że ten podgatunek metalu jest mi o wiele bliższy, niż chociażby ten znany z Dooma. Jest melodyjniej, dynamiczniej i mniej djentowo. No i oczywiście sam fakt występowania tak ciężkiej muzyki trzeba policzyć na zdecydowany plus. W dzisiejszych czasach rzadko który producent/wydawca decyduje się na umieszczanie takiego soundtracku.
Przychodząc już do gameplayu właściwego – może się wydawać, że gra dostarcza wiele frajdy i jest przyjemnym platformerem w 2D. Ale tak nie jest. Przejście Valfarisa to ból, płacz i zgrzytanie zębów. Ja jestem typem, który raczej nie lubi zadawać sobie bólu. Uważam, że gry mają być rozrywką a nie męczarnią. Jednak, mimo to, nie mogę nie docenić tego jak gra została wykonana. Jeżeli umieramy – to przez nas samych… Byliśmy za wolni, lub graliśmy zbyt brawurowo… Trudno…
Nie zmienia to jednak faktu, że samo zabijanie niemilców dostarcza masę frajdy. Dodatkowo arsenał broni jest całkiem pokaźny a i bossowie zróżnicowani. Jednak, jak można się spodziewać po produkcjach 2D – wszystkie walki z przeciwnikami to nie sprawdzian z tego czego nauczyliśmy się do tej pory, a test zwinności palców. Nie jest to coś godnego pochwalenia – bo zrobić ciężką grę to nie sztuka – wystarczy napchać przeszkadzajek albo dać przeciwnikom dużo więcej punktów zdrowia.
Sztuką jest zrobienie trudnej gry, w którą chcę się grać – i to niewątpliwie się twórcom udało. Jest ciężko, ale jest też sprawiedliwie. Na pole bitwy wracamy szybko i tylko szkoda, że kolejny raz trzeba dochodzić w miejsca, w których wcześniej byliśmy, bo punktów zapisu jest zdecydowanie za mało jak na taki poziom.
Ciągle jednak jest mi, gdzieś tam wewnątrz, przykro, że Valfaris nie jest przystępniejsze. W pewnym momencie czułem się już, jakbym miał do wykonania obowiązek a nie przyjemność. Mimo to: warto dać szansę. Chociażby i dla samej muzyki.
POLECAM