Gdy piszę te słowa, jestem już dawno po skończeniu Wiedźmina 2. Co więcej: jestem już dawno po skończeniu Wiedźmina 3. Co więcej(!): przechodzę Wiedźmina 3 drugi raz! I właśnie podczas tego przejścia zacząłem, kolejny raz zresztą, wracać myślami do decyzji, które podejmowałem podczas przechodzenia pierwszej jak i drugiej odsłony przygód Geralta.
Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy kluczę między wspomnieniami właśnie tych odsłon. Ale szczególnie, tej oznaczonej numerem 2. I tak, jak ciągle powtarzam, że to jedynka miała najlepszy klimat. Trójka najlepszy gameplay… Tak to dwójka miała najtrudniejszą decyzję, jaką przyszło mi podjąć, w jakiejkolwiek grze do tej pory.
I nie są to czcze słowa. Pierwsza część bowiem, biła na głowę naprawdę wiele, nawet współczesnych gier. Ba! Sprawiła, że ja, antyfan gatunku RPG, zagrywałem się do tego stopnia, że ciężko mi było od komputera odejść, choćby na chwilę. Sielski klimat był cudny i hipnotyzujący. W sequelu czuć już ten, tak bardzo dobrze znany jakimkolwiek polskim produkcjom, patos i żal do całego świata.
W ostatniej części zaś, znacząco poprawili gameplay. Zniknęło większość ekranów ładowania. Mieczem też wywija się jakby przyjemniej… Nareszcie używam znaków dlatego, że zwyczajnie się ich przyjemnie używa a nie “bo trzeba”. To wszystko Dziki Gon zrobił lepiej. To czego mu się powtórzyć nie udało… To ważność decyzji.
Bowiem to Zabójca Królów tutaj króluje. To w tej odsłonie właśnie wpatrywałem się przez dobre 30 minut w monitor, analizując wszystkie argumenty. I do dziś nie jestem pewny czy podjąłem dobrą decyzję! Na dobrą sprawę: nie można było podjąć dobrej decyzji. Ona po prostu nie istniała. I wiecie jakie jeszcze gry spowodowały u mnie takie wahanie? Żadna. Zwyczajnie nie było produkcji, która by mną tak bardzo manipulowała i doprowadziła na skraj emocjonalnego załamania!
I to jest coś za co Wiedźmina 2 kocham. Jasne. Można mu wiele zarzucić. Można też nad wieloma elementami się zachwycić. Ale w każdym z tych przypadków (zachwytu): ktoś zrobił to już lepiej… Poza historią właśnie. I zdejmuję czapkę z głowy, chyląc się przed geniuszem projektantów z CDP Red. Mam tylko nadzieję, że pozostałe studia wyciągną z tego jakąś wiedzę.
POLECAM