Ok. Przyznaję się otwarcie: premiera, w tamtym czasie jeszcze nie największej polskiej gry, ominęła mnie szerokim łukiem. Tak samo, jak kontynuacja. Nie jestem fanem gatunku RPG, więc gdy tylko wychodzi produkcja z zabawą właśnie tego typu – zwyczajnie nawet do niej nie podchodzę. Dodatkowo: nigdy nie przepadałem za twórczością Sapkowskiego. Podczas czytania jego dzieł, czekałem na „ten moment”… Wiecie: to wtedy gdy mówisz sobie „o kurczę, ale to jest super”… Jednak… TEN MOMENT nigdy nie nadszedł… Denerwował mnie natomiast, na przykład brak konsekwencji… W jednym momencie Geralt sam pokonuje masę przeciwników! Tylko po to, by chwilę później dać się złapać facetom w rajtuzach… Taaak… Bardzo wiarygodne…
Jednak: Wiedźmin 3. Nie właśnie… Bardzo głośna premiera… Olbrzymi sukces nie tylko w Polsce ale i na świecie. Uznałem, że obok takiego tytułu już obojętnie nie mogę przejść. Przemęczę te wszystkie systemy, statystyki i pierdoły… No ale przecież nie zasiądę do części trzeciej nie wiedząc co działo się w poprzedniczkach. W ten sposób zacząłem szukać pierwszej części Wieśka w Internecie. Niby była dostępna na GOG’u, jednak widząc, jak ładne i obfite było wydanie płytowe, stwierdziłem, że muszę je mieć. Używane, ale w pięknym stanie trafiło do mnie po tygodniu od podjęcia decyzji i rozpoczęciu poszukiwań… A potem i tak dostałem wersję GOG’ową.
I gdyby ktoś powiedział mi, że będę się tak dobrze bawił, to zwyczajnie bym nie uwierzył, bądź nawet tego kogoś wyśmiał… Okazuje się jednak, że Wiedźmin nie jest RPG’em w klasycznym tego słowa znaczeniu. Oczywiście dalej nim jest, ale nie tak, jak np. Neverwinter Nights czy inny Baldurs Gate… Nie ma w nim wszystkich tych elementów, których szczerze nienawidzę: zbierania drużyny, masy statystyk i pierdół, jak zwiększenie ataku, bo kolor butów jest czerwony itd… Jest tu system rozwoju postaci, jednak jest on na tyle dobrze zrobiony i nieinwazyjny, że granie jest zwyczajnie przyjemne.
Nawet pomimo archaicznego już dziś systemu walki. Ok. Jest on trochę toporny i niewygodny, jednak nie przeszkadza tak bardzo jak myślałem. Do pierwszej części Wiedźmina zasiadłem w 2018 roku, więc nie tak dawno temu. Zdążyłem poznać już te wszystkie GTA, Batmany, Asasyny czy inne Hellblady i mogę z czystym sumieniem powiedzieć: nie męczyłem się tak bardzo.
Jednakże, przypuszczam, że duża w tym zasługa fabuły. Ta jest rewelacyjna. Sama historia w sobie, jak i bohaterowie, których spotykamy na swej drodze. Wszyscy są bardzo wiarygodni, często nieprzewidywalni i naprawdę dobrze napisani. Swoją drogą: uważam, że to właśnie pierwsza część przygód Geralta była najciekawsza. Zarówno te oznaczone nr 2 i 3, są pełne wojennego patosu i często smutnej atmosfery. To właśnie ta część, od której wszystko się zaczęło, jest bardzo radosna, sielankowa a także ciekawa i intrygująca, z rewelacyjnym finałem.
Kończąc: jeżeli ktoś nie grał, uważam, że zdecydowanie warto. Nie jest tak źle, jak można się spodziewać (poza ekranami ładowania). Swoją drogą: jest to właśnie historia, do której wracam najchętniej i zapewne przeszedłbym całość jeszcze raz albo i dwa, gdyby nie natłok innych produkcji i obowiązków.
POLECAM