Powiedzieć, że nie grywam w bijatyki, to jak nic nie powiedzieć. Zwyczajnie nie jestem dobry w te klocki i mój gameplay ogranicza się do losowego wciskania wszystkich przycisków. Czasem nawet: w tym samym momencie.
Za to swego czasu byłem wielkim fanem WWE. Wszystkie gale były wtedy ciężko dostępne, więc często szukało się różnych stremów w internecie. Wtedy też ostatni raz naprawdę zagrywałem się w jakąś bijatykę – i było to WWE właśnie, tyle, że na Nintendo Wii. Różniła się ona od wszystkich gier tym, że rzeczywiście musieliśmy wykonywać jakieś gesty a nie tylko nawalać w pada.
W każdym wypadku, postanowiłem dać WWE 2K Battlegrounds szansę. No i się zawiodłem już na samym starcie. Przede wszystkim, Battlegrounds jest pozbawione tego, co we wrestlingu jest najważniejsze: czyli efektownych wejść. Wybrane przez nas postaci zwyczajnie spadają przed ring i machają rękoma w powietrzu. Nie ma tej świetnej otoczki… Tego klimatu…
I podczas samej gry nie jest lepiej. Kampania jest bardzo długa i nudna. Gramy wymyślonymi bohaterami i dążymy do wygrania na Wrestlemanii. Oczywiście pasów mistrzowskich brak. Ot wygrana dla wygranej. Ale gameplay niestety nie ułatwia.
Wszystkie ciosy wyglądają pokracznie i mają niewiele wspólnego z tym co widać w większych odsłonach spod szyldu WWE. Przez usilne ukomiksowienie postaci nawet finishery są do siebie bardzo podobne. Wszystkie płomienie czy wybuchy wyglądają tu zwyczajnie głupio. A już zdecydowanie najgorzej zrobione jest blokowanie… Za każdym razem blok jest pod innym przyciskiem. Z początku myślałem, że może trzeba nacisnąć odpowiedni klawisz by zblokować odpowiednią sytuację… Ale nie. Blok jest po prostu totalnie, zupełnie, całkowicie losowy. Na dodatek nie ma zbyt wiele czasu, by przycisk bloku wdusić. Niestety, ale niesamowicie mnie to denerwowało. A! No i oczywiście komputer potrafi blokować w nieskończoność…
No i na koniec nie mogę nie wspomnieć o zablokowanych postaciach. Masa znanych wresterów jest zwyczajnie zablokowana i trzeba ich wykupić. Albo za srebrną walutę otrzymywaną za walkę itp. Albo za złotą, którą zdobywa się za prawdziwe pieniądze. W grze, która kosztuje 169 zł muszę jeszcze płacić dodatkowe pieniądze, żeby zagrać jako Triple H albo HBK, Hulk Hogan albo nawet Kane. To jest taki absurd, że słowa, które przed chwilą napisałem, zwyczajnie do mnie nie docierają… Co więcej: w trakcie kampanii nie odblokujemy nikogo z dostępnych do kupienia walczaków. I jakby jeszcze tego było mało: po ukończeniu całego trybu fabularnego, dalej mamy za mało waluty, żeby odblokować nawet ¼ potencjalnych mistrzów.
Niestety, ale w grze za pełną cenę, takie sytuacje po prostu nie powinny mieć miejsca. I nie ważne, jak dobra gra by była (a ta i tak nie jest nawet przyzwoita), to ocena tak czy siak byłaby jednakowa. Piękne, wielkie: 1/10.
NIE POLECAM