

W Battlefieldzie 2 spędziłem niesamowicie wiele godzin. Nie tylko grając samemu w domu (vs boty), ale także w technikum, po, czy nawet w trakcie, lekcji. Zawsze byłem tym, który to w pierwszej linii rzucał się na wrogów. I niejednokrotnie byłym tym, który ratował cały zespół. I wreszcie: byłem też najczęściej dowódcą, od którego zależało czy i gdzie będzie zrzut zaopatrzenia bądź czy atak artylerii.
Po wielu bardzo pochlebnych opiniach odnośnie Bad Company 2, moje oczekiwania były wysokie. Wyobrażałem sobie tą odsłonę Battlefielda właśnie jako dwójkę tylko, że z fabułą. Niestety, musiało minąć naprawdę wiele lat, żebym miał okazję to sprawdzić…
I dziś mogę powiedzieć: to zupełnie inne gry. I to na niekorzyść Bad Company 2. Niestety, ale każdy element, który spodziewałem się, że będzie dobry… Zwyczajnie nie dał rady… No może poza grafiką. Ta jest dokładnie taka jak zapamiętałem, że powinna być. I to w sumie tyle z pozytywów.
Przechodząc dalej: pierwsze co we mnie uderzyło, to wcale nie pocisk, a brak możliwości biegania po skosach… Nie wiem czy w “czystej” dwójce też tak to wyglądało, jednak dziś przeszkadza to bardzo. Skoro więc mamy już okropne sterowanie to i przyszedł czas na okropną rozgrywkę.
Widać, że Bad Company trafiło w ten moment, gdzie już chciano zrezygnować z pasków życia, ale gdzie jeszcze nikt nie myślał o apteczkach czy wskrzeszaniu przez partnerów. Naturalną konsekwencją jest więc umieralność. Podczas “zabawy” ginąłem często i gęsto. Powroty nie są szybkie – trzeba znosić ekran ładowania.
Ale dalej: umiera się szczególnie często dlatego, że (i to jest naprawdę super rzecz), bardzo dużo elementów otoczenia jest zniszczalnych. Wróg chowa się za drewnianą ścianą? Nie ma problemu – naboje przestrzelą deski. Super! Ale, działa to też w drugą stronę… Chowam się w drewnianym domku? Pociski niemilców przechodzą przez deski… Nie super!
I z tego też powodu jeszcze bardziej dziwi fakt, że zwyczajnie nie zostawiono tego paska życia… Czy czegokolwiek innego, co pozwalałoby się dłużej pobawić. Jasne: mogę się zmienić w ninja warriora, który stara się wszystko załatwić po cichu… Ale ej! To Battlefield a nie Metal Gear! Oczywiście: skradankowe etapy bardzo mile widziane… Ale nie cała gra… Wiem, że to realistyczne podejście… Ale akurat w tą serię nie gra się dla realizmu…
I w sumie na koniec zostawiłem sobie fabułę… No, krótko mówiąc: nie porwała mnie. Coś tam się dzieje… Coś tam broń, coś tam misja… Generalnie pierdoły, które miały być po prostu jakimś pretekstem… Ok. Nie oczekiwałem zbyt wiele… Ale dostałem jeszcze mniej.
Prawie zapomniałem! Muzyka! Jednak: nie mam tu nic dobrego do powiedzenia… Tak jak BF2 raczył nas na wejściu motywem melodyjnym, który pamiętam do dziś… Który napędzał absolutnie wszystkich graczy i dawał dodatkowego kopa! Tak Bad Company 2 jest maksymalnie nijakie… Muzyki praktycznie nie ma, a jak już się pojawia, to po 3 sekundach nie pamiętam co leciało…
Niestety… Jestem rozczarowany. Trochę żałuję, że nie zagrałem wcześniej… Może wtedy patrzyłbym się na całość inaczej… Jednak dziś… To cień wielkiego tytułu z przeszłości…
NIE POLECAM