

Gdy lata temu siadałem do pierwszego Crysisa, nie spodziewałem się, że ten tytuł spodoba mi się aż tak bardzo. Gdy przyszedł czas części drugiej, miałem niesamowite problemy, gdyż znów otrzymaliśmy program do zarzynania kart graficznych. Pomimo najniższych detali – nie dane mi było zagrać przy premierze.
Z biegiem czasu i rozpowszechnianiu dystrybucji cyfrowej, udało mi się dopaść Crysisa 2 przy okazji premiery części trzeciej. Wtedy, już na nowszej maszynie, udało mi się nareszcie zagrać. Niestety, ale gra zupełnie minęła się z moimi oczekiwaniami. Głównie za sprawą okropnej historii, obowiązkowego dubbingu i całego cyrku z „inteligentnym kombinezonem”. Dlatego też nawet po zakupie Crysisa 3 (za bardzo małe pieniądze, wiele lat po premierze), ten czekał jeszcze bardzo długo na swoje 5 minut. No ok. 6 godzin. Dosłownie.
Zaczynamy jakiś czas po końcu poprzedniczki. Znów wcielamy się w postać Proroka. Znów musimy uratować świat, przed zagrożeniem, którego nikt nie widzi – poza nami oczywiście. I to jest pierwsza rzecz, przez którą niezwykle ciężko było mi się wczuć. Nagle główny bohater zyskał umiejętność przewidywania przyszłości. Tak o… Nigdy jej nie miał, ale teraz musi mieć, bo przecież jego przydomek zobowiązuje… I to tyle. Mało wiarygodne i mało zachęcające. Przypuszczam, że gdybym znów miał 5 lat, to nawet może zrobiłoby to na mnie wrażenie.
Cyrk z pseudonimami tutaj się nie kończy, bo szybko poznajemy naszego kolegę z pierwszej odsłony – Psychola. Oczywiście znów nazwa zobowiązuje – postać bardzo szybko musi pokazać, że jest szurnięta. Ponownie: w pierwszej części Psychol był zupełnie normalną osobą. Ale teraz nagle trzeba dostosować się do nowych standardów, bo wiecie, to kolejna część i przecież coś musi się zmienić…
A zmienia się niewiele. Nawet graficznie. Oczywiście – dalej są fajerwerki i szczegółowość jest obłędna… Jednak, między Crysisem 2 a 3 jest dużo mniejszy przeskok niż między Crysisem 1 a jakąkolwiek inną grą tamtych czasów. Innymi słowy: grafika nie zaskakuje. Lokacje, niestety takoż.
Każde miejsce jest do siebie podobne a jakby jeszcze było mało, to wszystko jest podobne do Crysisa 2. W naturalnej konsekwencji, było naprawdę niewiele momentów, w których bym przystanął tylko po to, by cieszyć się eksploracją. Nie. Przez bite 6 godzin zwyczajnie szedłem przed siebie i strzelałem do wszystkiego. Nawet nie interesowało mnie skradanie się, czy wszystkie tego typu akcje. Pomimo tego, że kombinezon wbrew pozorom nie ułatwiał pracy, gra na „Rambo” i tak była najbardziej efektywna i najmniej nudna.
Jeżeli chodzi o wspomniany kombinezon. Technologia kosmitów. Łączy się z ciałem noszącego. Daje super szybkość. Super wytrzymałość. Nie starczy energii na oglądanie 5 minut czasu rzeczywistego w nanowizji. Tak… Tego właśnie się spodziewam po technologii przyszłości. Nie wspominając, jak szybko energię wysysa niewidzialność.
Moim zdaniem, to właśnie tu znajduje się największy problem. Jeżeli twórcy nie mieli pomysłu, jak utrudnić rozgrywkę przy takim sprzęcie, to mogli pójść w drugą stronę. Zrobić z gracza „super koksa” i zamiast na siłę go ograniczać, to zwiększyć dynamikę. Zaprojektować nowe typy przeciwników, z możliwościami podobnymi do naszych. Jednak dalej: zrobić to tak, by tempo było zawrotne. Chowanie się za osłoną i czekanie na ponowne naładowanie skafandra nie jest dynamiczne ani ciekawe. Strzelanie do niemilców podczas skoku między dachami małych budynków? Jest. Bardzo.
I nie potrafię zrozumieć, czemu w 2007 roku projektanci to wiedzieli a w 2013 nie… W dżungli nie było zbyt wiele – parę chat ustawionych obok siebie. Mimo to, na najtrudniejszym poziomie trudności energii zawsze starczyło na tyle, bym mógł robić niesamowicie widowiskowe i satysfakcjonujące akcje. Teraz, pomimo ulepszeń kombinezonu, ciekawszych lokacji i większych możliwości technicznych jest zwyczajnie nudno. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale mam nadzieję, że nie będzie już następnych części.
NIE POLECAM